Dziennik 1954

Uncategorized

Czytam dziennik Tyrmanda. Jak każdy dziennik, nie jest łatwą lekturą. Ale najbardziej łapię się na tym, że powinien robić na mnie większe wrażenie inny fragment, niż robi.

Zamiast:

„Teraz Halszka chce aby facetowi na niej zaczęło zależeć. Boję się, że z tym będzie trudniej. Nawet najbardziej wyrafinowane majtki i najmądrzejsza determinacja nie zastąpi nikomu, a zwłaszcza żeglarzowi z Białostocczyzny, jędrności, krągłości, soczystości. A tylko za tym się biega. Wszystko inne się ceni.”

powinnam zachwycać się:

„Jechałem dziś tramwajem przez Żelazną, Leszno do Trasy W-Z. Widać tam jeszcze kawał starej Warszawy sprzed kataklizmu. Brzydkie czynszówki z przełomu wieku, przedmiot bezbrzeżnej pogardy przedwojennych estetów i społeczników marzacych o szklanych domach, nabierają dziś jakiejs urzekającej patyny, omaszczonej upływem lat, sentymentem, nieszczęściem. Kształtują poczucie niedawnej tandety, która się już nostalgicznie uszlachetniła.”

L.Tyrmand,  Dziennik 1954, Kraków 2015, s. 27 i 28.

Reklamy

Tynkowanie Muranowa

Polska, Warszawa

„Celem wzbogacenia obrazu architektonicznego postanowiono obecnie otynkować w pierwszym etapie ścianę bloków muranowskich od strony al. Świerczewskiego. Do robót tych przystąpiono przed trzema tygodniami. Fakt tynkowania domów początkowo zaprojektowanych w stanie surowym jest jeszcze jednym wyrazem metod socjalistycznego budownictwa. Nie do pomyślenia bowiem byłoby w dawnym ustroju ponoszenie dodatkowych kosztów tylko i wyłącznie dlatego, by człowiek pracy miał jak najlepsze warunki mieszkania.”

Tynkowanie Muranowa, „Stolica” nr 9 (224), Warszawa 1951, s. 3.

Autora na tej stronie nie znalazłam, na następnej też nie. Dlatego trzeba uznać, że autorem jest redakcja „Stolicy” 😉

Dużo ostatnio przeglądam gazet związanych z architekturą i to tą socrealistyczną, gazet z epoki, żeby nie było. I tak bardzo mi się podoba propaganda sukcesu tam, że hej. „Stolica” nigdy otwarcie nie krytykuje projektu, mimo że wymienia wiele usterek i niedociągnięć projektu Muranowa Południowego, wszystko kwitując stwierdzeniem, że „dobrze, że jest! jeszcze dwa lata temu były tu tylko gruzy” (parafraza).

„Geometria wyobraźni”

Polska, Warszawa

„Warszawa należy do nielicznych dziwnych miast, w których obszar rozumiany jako centrum uległ przesunięciom. Ikonografia miasta pozwala ustalić wędrówkę centrum historycznego ze skraju skarpy w głąb, ku zachodowi, ale i na południe. Podobnie centrum handlowe ze staromiejskiego rynku rozproszyło się w kilku kierunkach, pociągając za sobą parę ważnych węzłów komunikacyjnych, to znaczy skrzyżowań, rond,  mostów i tras nadwiślańskich. Jednak w mozaice ikonograficznych przekazów obraz tych zjawisk nie rozkłada się równomiernie, a w świadomości historyka sztuki dawna kolebka na Starym Mieście pozostanie symbolem centrum historycznego.”

Hanna Faryna-Paszkiewicz, Geometria wyobraźni, Gdańsk 2003, s. 64

Warszawa ma to do siebie, że centrum ciąży ku peryferiom. I niewątpliwie jest to proces, który trwa nieustannie. Nie da się wykluczyć, że jak pojawi się już ta centralna część drugiej części Metra, ciężar centrum przeniesie się po raz kolejny na zachód, w te okolice gdzie już dzisiaj budują się biurowce-wieżowce.

 

Zimowa kompilacja

Polska, Warszawa

Weszłam na fejsa i przejrzałam zdjęcia z wczoraj, zdjęcia z bardzo różnych stron, tych o Warszawie. WawaLove wstawiła zdjęcie z Pragi (Stalowa?), Praga Południe XX wieku wstawiła zdjęcia z Gocławia.

Ktoś dodał komentarz: Złote Miasto. I to nie Złotoryja, najstarsze ponoć miasto w Polsce.

A kompilacja dlatego, że patrzcie: czy to Praga, czy to Gocław, podobne warunki atmosferyczne, podobne dość pomarańczowe oświetlenie i już można zrobić fotki, które mają prawie taki sam klimat. Widać oczywiście różnicę w architekturze okolicy, ale ciągle. Gocław jakoś nabiera odrobinę arystokratyczności (choć w sumie oba miejsca dopiero jej nabierają. A wszystko dzięki dobrej ekspozycji zdjęcia ;])

zima w mieście

 

Od lewej: Gocław, Praga (zidentyfikowana, nie przeze mnie, na Stalową. Ja się wymiguję, w końcu mam dysikonię ;])

Samochód jako przedłużenie domu

Poboczne, Polska

„Podróżując autobusem, tramwajem czy pociągiem znajdujemy się wśród ludzi obcych, zgromadzonych przypadkowo. Zetknięcie takie jest bardziej uciążliwe (nawet gdy nie ma tłoku) niż mijanie się na ulicy, w grę bowiem wchodzi sąsiadowanie przedłużone i bliższe. Nerwowe gadulstwo, które przejawia wiele osób w przedziale kolejowym, ma zamienić obcowanie martwe i bezosobowe w faktyczny kontakt z ludźmi. Jest to jednak sztuczna namiastka, przeradzająca się często w dość groteskowe dialogi. Samochód daje poczucie domowego komfortu nawet wtedy, gdy przemierzamy przestrzeń publiczną. Uwalnia nas on od sąsiedztw, które ciążą swoją martwotą, a nie dają się uczłowieczyć. Ponadto jego wnętrze kontynuuje sferę prywatności, której bazą właściwą jest dom.”

Marcin Czerwiński, Życie po miejsku, Warszawa 1974, s. 56

Chyba własnie zrozumiałam swoją sympatię do samochodu.

Chociaż na dłuższy dystans – bardzo szanuję transport jakim jest pociąg. Najczęściej udaje mi się uniknąć nerwowego gadulstwa. Tylko raz, w tramwaju relacji Warszawa-Kraków, o 5 rano, trafił się pan, który musiał mi opowiedzieć WSZYSTKO związane z jego rodzinnym miastem, jego podróżami do teściów do Rosji i tym jak trafił do Warszawy. Tylko raz, a przecież jeżdżę do Krakowa jak opętana. Po co, pytam? Może w czwartek się dowiem, jak znowu tam pojadę.

Chamowo

Polska, Warszawa

Czytam w końcu. Czytam beletrystykę. Czasem nawet Warszawa historycznie czy antropologicznie – to za dużo. Dlatego nastąpiła przerwa na Białoszewskiego.

Białoszewski w „Chamowie” przeprowadza się z pl. Dąbrowskiego na Grochów. Przynajmniej to robi na pierwszych 17 stronach.

I już te pierwsze 17 stron zrobiło na mnie wrażenie.
Po pierwsze: (z widokiem na lotnisko szybowcowe na Gocławiu)

„Dwupłatowiec znowu krążył, wzbijał się w koło, aż wypuścił z siebie, niby mucha z bzykiem, to swoje. Zlatywały, rozwijały się po drodze z nieba na trawę. A to skoczki.

Spadochrony jako tako widać, ludzie robaczkowi. Nic dziwnego, że Ikar, jak spadał, to go nikt nie zauważył, chlup! Ale skąd Brueghel to wiedział? Oni wiedzieli wszystko. Jak wyglądają obłoki z góry, jak się podfruwa, przysiada na gzymsie.” (s. 15)

Po drugie:

Z tego mieszkania, przy Trasie Łazienkowskiej, widać całą Warszawę. Ze szczegółami. Nie tylko Grochów, ale i Wilanów. Dziwne, że Bielan jeszcze nie widział.

Czterej śpiący, czyli pochwała zdziwienia

Polska, Warszawa

Tym, którzy śledzą Miejskie Narracje na fejsbuku, mogło się rzucić w oczy, że co jakiś czas wspominam o pewnym Marku, któremu dziękuję za informację, link czy coś. No i tym razem, dzięki niemu i dzięki temu, że rzeczywiście zachciało mi się doczytać do końca artykuł, który wysłał, dowiedziałam się nowego o pomniku, którego prawdziwej nazwy nigdy w pierwszej chwili nie umiem sobie przypomnieć, a liczebniki w nazwie miejskiej często mi się mieszają – czterech śpiących, trzech walczących, tak?

Pierwsza rzecz: zdjęcie.

Bo szyk trzeba zachować zawsze.

Druga rzecz: symboliczna i bardzo przewodnicka ciekawostka.

„Pomnik Braterstwa Broni został odsłonięty 8 listopada 1945 r. przed ówczesną siedzibą komunistycznego Rządu Tymczasowego RP mieszczącą się w budynku dyrekcji Kolei Państwowych. Początkowo rzeźby były gipsowymi odlewami. Po trzech latach zastąpiono je figurami z brązu – zrobiono je z metali uzyskanych z przetopienia niemieckiej amunicji zdobytej w Berlinie.

Cytat z artykułu w Gazecie.pl

Nie mogę powiedzieć, żebym miała bardzo dużo wspomnień związanych z tym pomnikiem. To nie moja Praga, a też nigdy nie spędzałam tam dużo czasu. Jednak cieszę się, że pomysł, żeby go nie ustawiać tam z powrotem został dobitnie storpedowany.

Warszawa i gołębie

Polska, Warszawa

W gołębiach jest coś strasznego. Coś, co budzi we mnie lęk.

Poszłam dziś na wycieczkę prowadzoną przez kolegę. Kiedy byliśmy na Rynku Starego Miasta, kręciło się po nim baaaardzo dużo gołębi. Gdyby to były same gołębie, nie ma problemu. Przeżyłabym. Ale te stworzenia, te szczury na skrzydłach są bardzo łatwo manipulowalne. Wystarczy rzucić im odrobinę jedzenia, a od razu pójdą w odpowiednią stronę. Tak więc, pod Syrenką kręcił się też lekko creepy pan, który nie dość, że rzucał im to swoje żarełko, to jeszcze chciał bardzo mocno przykuć uwagę turystów, więc rzucał je nam pod nogi niemal. Oprócz tego, trzymał tę karmę w ręku, tak że gołębie na nim siadały i jadły mu z ręki. Głupie ptaki.

A sytuacja przypomniała mi film.

Bo w gołębiach jest coś z obłędu.

PS.
Jakiś czas temu pisałam, że Kraków to takie coś, co dodaje się do kawy. Teraz dochodzę do wniosku, że nawet z kawą jest coś nie tak w Krakowie. To jest miasto, w którym nie da się dostać smacznej kawy. I te kawiarnie są jakieś takie… bardziej pretensjonalne niż gdzie indziej. Ale okej, już nie narzekam 😉

Miejskie narracje: ataki i pożary

Poboczne, Polska, Warszawa

O gorących wydarzeniach z warszawskich ulic wiedzą chyba wszyscy, którzy mają dostęp do internetowych wydań gazet warszawskich i/albo Facebooka. Pierwsza rzecz, powstała grupa 15w08, która agresywnie „atakuje” agresywny out-door. Druga to pożar budynku przy Inżynierskiej 3, w którym mieści(ły) się: Sen Pszczoły i pracownie wielu artystów. Znanych artystów.

No, ale w tej burzy komentarzy, większości takich samych, dwa zrobiły na mnie wielkie wrażenie.

O ataku na witrynę sklepu Macieja Zienia, fb profil daily.art.pl:

O, nowe pokolenie obejrzało Figth Club. Swoją drogą – walczyć o przestrzeń publiczną niszcząc budynki, ciekawy pomysł. Ale niech zdrowy rozsądek nie staje na przeszkodzie waszej rewolucji. Btw – dolary przeciwko orzechom że pracują w reklamie.

O pożarze, a właściwie dyskursie popożarowym, kiedy wszyscy płaczą po Śnie Pszczoły, tworzą spiski itp., Fundacja „Warszawa1939.pl”:

Dlaczego wszyscy w mediach nazywają spalony budynek magazynowy mianem „kamienicy” ??

Dzieje się w mieście. Dzieje 🙂